Nauka · Nasze Trzy Grosze

Nasz mózg wciąż myśli, że jest w lesie

Ponad sto pięćdziesiąt błędów poznawczych brzmi jak lista usterek. Tylko że każda z nich kiedyś ratowała życie — problem jest w tym, że premiera odbyła się na sawannie, a my używamy ich w aplikacji bankowej.

Nauka opisała już ponad sto pięćdziesiąt błędów poznawczych. Sto pięćdziesiąt sposobów, w jakie – jak twierdzą niektórzy – nasz mózg regularnie nas zawodzi. Brzmi to trochę tak, jakby ewolucja wypuściła produkt bardzo, ale to bardzo niedopracowany, pełen usterek, które ktoś powinien był wyłapać w testach.

Tylko że te „usterki” miały swoją premierę około dwustu tysięcy lat temu i przez większość tego czasu działały bez zarzutu.

Weźmy awersję do straty. Dziś każe nam trzymać kurczowo tracącą akcję, bo „przecież może jeszcze odbije”. Kiedyś kazała nie oddawać ostatniego kawałka mamuta, bo w epoce lodowcowej nie było opcji „dokupię jutro”. Mózg nie wie, że giełda różni się od stepu. Dla niego strata to strata, a instynkt każe reagować tak, jakby chodziło o coś, co da się zjeść.

Albo myślenie stadne. Na rynku wygląda głupio – wszyscy kupują coś, bo wszyscy to kupują. W plemieniu liczącym czterdzieści osób ten sam odruch nazywał się „trzymaniem się grupy, żeby nie zjadł mnie tygrys”. I działał znakomicie. Statystycznie rzecz biorąc, ci, którzy trzymali się stada, mieli więcej potomków niż ci, którzy szli w pojedynkę „sprawdzić, co jest za tamtym wzgórzem”.

Nawet to, że wolimy pizzę dziś niż sałatkę jutro, to nie słabość charakteru. To mózg, który przez całą swoją karierę zawodową nie miał pojęcia, czy jutro w ogóle nadejdzie, więc nauczył się brać, co dają, tu i teraz.

Krótko mówiąc: mamy w głowie sprawny, sprawdzony w boju system decyzyjny – tyle że zaprojektowany na sawannę, a uruchomiony w aplikacji bankowej. To trochę jak wysłanie żołnierza rzymskiego na negocjacje w sprawie kredytu hipotecznego. Facet jest odważny, lojalny, zdyscyplinowany – ale marnie ogarnia zmienną stopę procentową.

Nie jesteśmy więc głupi. Jesteśmy dobrze wyposażeni do zupełnie innej gry. I chyba warto o tym pamiętać, zanim znów nazwiemy się „idiotami” za to, że w środku spadków sprzedaliśmy wszystko z paniki. To nie głupota. To po prostu paleolit, który wciąż odbiera nasze telefony.

Udostępnij

Zobacz też

To samo zagadnienie z innej strony — lżej albo głębiej.