Nauka · Psychologia pieniędzy

Zabezpieczony Spokój: czym różni się „być bogatym" od „być zamożnym"

Dr Brian Portnoy rozdziela pogoń za większą liczbą od zdolności sfinansowania życia, które ma sens. Koło, trójkąt i kwadrat — model, w którym samoświadomość waży więcej niż wyczucie rynku.

Jest takie pytanie, które rzadko pada wprost, a które warto sobie zadać: czy chcę mieć więcej pieniędzy, czy chcę czuć się dobrze z tymi, które mam? Brzmi jak gra słów, ale amerykański badacz psychologii pieniądza, dr Brian Portnoy, poświęcił temu rozróżnieniu całą książkę – i dowodzi, że to jedno z najważniejszych pytań, jakie możemy sobie zadać w kwestiach finansowych.

Portnoy ma tytuł doktora zdobyty na Uniwersytecie Chicagowskim, jest posiadaczem certyfikatu CFA i przez ponad dwie dekady pracował jako inwestor oraz edukator w branży funduszy hedgingowych i inwestycyjnych. Dziś kieruje firmą Shaping Wealth, zajmującą się dobrostanem finansowym, a w swojej książce The Geometry of Wealth – dosłownie „Geometria bogactwa” – zaproponował koncepcję, która w oryginale nazywa się „funded contentment”. Na potrzeby tego tekstu proponuję tłumaczenie: Zabezpieczony Spokój.

Bogaty to nie to samo, co zamożny

Punktem wyjścia jest rozróżnienie, które po polsku łatwo umyka, bo na co dzień używamy słów „bogaty” i „zamożny” zamiennie. Portnoy rozdziela je celowo. Bycie bogatym (rich) to, jego zdaniem, pogoń za coraz większą liczbą – proces z natury nienasycony, bo psychologia od dawna pokazuje, że kolejny milion rzadko daje tyle satysfakcji, ile obiecywał poprzedni. To bieżnia, na której da się biec bardzo długo, nie posuwając się donikąd.

Bycie zamożnym, w jego ujęciu, to coś innego: zdolność do sfinansowania życia, które ma dla nas sens – niezależnie od tego, jak to życie definiujemy. Właśnie ten stan Portnoy nazywa funded contentment, Zabezpieczonym Spokojem: nie chodzi o to, ile masz, tylko o to, czy to, co masz, wystarcza, by żyć zgodnie z tym, co dla ciebie ważne, bez ciągłego napięcia, że lada moment coś się posypie.

To rozróżnienie ma korzenie w badaniach nad dwoma rodzajami szczęścia, znanymi w psychologii od czasów starożytnej Grecji: przyjemnością chwili (hedonia) i poczuciem sensu (eudajmonia). Pieniądze, pokazuje Portnoy, potrafią kupić sporo tej pierwszej – i niewiele tej drugiej. Nowy samochód poprawia nastrój na tydzień, może dwa. Poczucie, że żyjemy zgodnie z własnymi wartościami, nie wygasa tak szybko.

Trzy figury: koło, trójkąt, kwadrat

Żeby ten pomysł nie został tylko ładnym hasłem, Portnoy buduje wokół niego prosty model – trzy figury geometryczne, które w kolejnych rozdziałach książki prowadzą czytelnika krok po kroku.

Koło to cel (purpose) – odpowiedź na pytanie, po co w ogóle chcemy pieniędzy. Koło nieprzypadkowo nie ma kątów: nasz cel się zmienia, ewoluuje wraz z wiekiem, rolami życiowymi, doświadczeniami. To, co było ważne w wieku trzydziestu lat, często wygląda inaczej w wieku sześćdziesięciu.

Trójkąt to priorytety – sposób, w jaki organizujemy finanse wokół tego celu. Portnoy kładzie tu nacisk przede wszystkim na zarządzanie ryzykiem i własnym zachowaniem, dopiero potem na dobór konkretnych narzędzi inwestycyjnych. To odwrotna kolejność niż ta, w jaką większość z nas naturalnie wpada – zaczynamy od pytania „w co zainwestować”, zamiast od pytania „przed czym się chronię”.

Kwadrat to taktyka – konkretne decyzje: ile oszczędzać, jak dzielić portfel, kiedy wydawać. To najbardziej techniczna część układanki, ale, jak podkreśla Portnoy, najmniej istotna dla poczucia zamożności. Samoświadomość, twierdzi, ma większe znaczenie dla naszego dobrostanu finansowego niż wyczucie rynku.

Cztery filary sensu

Wewnątrz koła – czyli w samym sercu naszego celu – Portnoy umieszcza cztery elementy, które w oryginale nazywa „Four Cs”, a które można oddać po polsku jako: więź (relacje z innymi ludźmi), autonomię (poczucie, że sami kierujemy własnym życiem), kompetencję (robienie czegoś, w czym jesteśmy naprawdę dobrzy) oraz kontekst (przynależność do czegoś większego niż my sami – wspólnoty, tradycji, sprawy). Jego teza jest prosta: pieniądze mają sens wtedy, gdy świadomie zasilają te cztery obszary, a nie wtedy, gdy rosną same dla siebie.

Dwa kroki, nie jeden

Cała koncepcja Zabezpieczonego Spokoju sprowadza się w praktyce do dwuetapowego procesu. Najpierw trzeba ustalić, co w naszym życiu rzeczywiście ma znaczenie – i to jest etap trudniejszy, bo wymaga szczerości wobec samego siebie, nie arkusza kalkulacyjnego. Dopiero potem przychodzi pytanie, jak to sfinansować. Większość doradztwa finansowego, zauważa Portnoy, robi dokładnie odwrotnie: zaczyna od liczb, a pytanie o sens zostawia – jeśli w ogóle – na koniec.

To dlatego jego książka, choć napisana przez człowieka z dwudziestoletnim stażem w świecie inwestycji, mówi więcej o filozofii i neuronauce niż o doborze funduszy. Bo Zabezpieczony Spokój nie jest wynikiem dobrej stopy zwrotu. Jest wynikiem zgodności między tym, ile mamy, a tym, po co w ogóle chcieliśmy to mieć.

Udostępnij